Tańczą złoto-pomarańczowe liście,
Szargane podmuchami wiatru,
Lecą w górę i dół, zdobiąc place i trawniki.
Ludzie depczą kolorowe listki,
Biegną na cmentarze zapalić znicz, nie wiedząc, że wcześniej zabili ich.
Czują respekt przed naturą
łapiąc rumieńce na licach,
tuląc się do płaszczy i szali.
Nie tuląc się jednak do innych serc.
W swoich chłód trzymając,
Rozczarowują się, każdym dniem.
Znicz zapalają ku pamięci- zwanej
Walką o miłość.
Tańczy poezja,
Szargana podmuchami rymów.
Chce trafić do ludzkich serc,
śpiewać im cichą pieśń,
Kochaj mnie, kochaj mnie – tak jak czule szeptał kochanek,
W uszy pokochanej.
Ona chłód, zimnem go częstując, odpychała miłe słowa.
On poezja, serce ciepłe mając, liczył, że stopi lód.
Ich walka o miłość przypominała taniec,
jesiennych liści lecących z drzew,
kolorowych i pięknych,
lecz mimo to starych i zimnych.
Młodzi dekadenci.
On Poeta,
Ona Liść
Suchy zimny,
Zdeptany.

