piątek, 20 czerwca 2008

To ja(przemyślenia)



To ja,
a na głowie cały świat,
na twarzy cwaniactwo,
w spojrzeniu ciepło,
w oku milion dusz.

W piersiach zawierucha wielka,
Zwykłem mieć bałagan serca.

Choć nie przystoi, nie golę sie czasem,
lubię jak każdy facet- być brudasem,
Łyso mi z tego powodu,
Lenistwo rzecz wielka, mnie zwycięża.

W świecie zagubiony w marzeniach utopiony.
Tak- bywam nieprzytomny,
po czasie do niektórych wszechrzeczy dochodzę,
lecz jeżdżę fajnym samochodem,
w nim rozmyślania snuje,
asfalt mnie prostuje.

Robią też to bliscy, gdy za wiele gazu dodam,
Zapragnę wozem wznieść się w konstelację,
Zawiesić w chmurach choć przez chwilę,
Zostać Pegazem, a może Aniołem?

Do Stróża mi daleko, bo ledwo siebie przypilnować mogę,
wspomniałem już, że jeżdżę gwiezdnym samochodem?

Spójrz nocą w niebo,
duży wóz już do Ciebie pędzi,
gdzie Ciebie zabrać tym razem?

Próbuję życia, staram się brać wiele,
dawać jeszcze więcej,
tak powstają przyjaciele.

Na wiele rzeczy przymykam oko,
Puszczam mimo uszu,
lecz serce to więzienie.

Zamknąłem tam wspomnienia, piękne chwile,
niektóre bolą, jak brak benzyny w baku,
inne cieszą, jak Zagrobleny w radioodbiorniku.

Śpiewam jadać gwiezdnym wozem,
mimo, że śpiew warkot przypomina i wcale nie pomaga wznieść w przestworza,
wręcz odwrotnie, a ludzi ucisza i złości,
chyba robią to z zazdrości.

Rycerzem jestem, bo czasem lubię przejść się na wycieczkę,
ratować bliskich i księżniczki.
Nie do końca średniowiecznym blaszanym ludzikiem,
bo zdarza mi się szaleć po drodze,
jestem zatem- Gwiezdnym Piratem!


Co powozi myślami po kosmosie,
marzeniami dalej jednak wodzi,
Tak- to bardzo głowie szkodzi.

Jestem wynalazcą, Gajwrem zwanym,
co ma milion pomysłów na minutę,
które wybuchają, z prochów powstają, wychodzą z głowy,
z dużą ochotą do nich podchodzę,
co zwykło kończyć się, uniesieniem pirackiej motyki na niezniszczalne słońce,
słomiany masz zapał, łysy rycerzu.

Ze wszystkich marzeń i celów w życiu, jedno uważam za piękne,
kochać i być kochanym, bo to najważniejsze.
Nie do końca Ci powiem jak to robię, tak samo jak jeżdżę samochodem.
Zapewne coś od rozruchu idzie, wtłacza olej i benzynę, po czym wybuchem zapala i miło burczy,
więcej dodam gazu, więcej idzie uczucia, czasem zwalniam i jak każdy kierowca boję się,
gdy iskra zagaśnie, silnik zrobi się zimny, serce spadnie.

Nie zapominam, jednak, że to łatwopalny materiał, pragnie uczucia,
Zaryzykuje znowu, przekręcę kluczyk, odpali?
Ogień znów płonie wesoło.

I tak brnę przez drogę życia, pokonuje mleczne na niebie zakręty,
Mimo iż mówią, że jestem stuknięty.

Czasem bywa, że nie sprostam wymaganiom,
Nie zawsze być mogę świetlnym wojownikiem o dobro i jasność,
walczyć w słusznej sprawie.

Lecz tego pragnę, tego pragnie moje serce- być wojownikiem światła.
I tak jak oni, nie straciłem nadziei, na bycie lepszym człowiekiem.

To jak? Szykujemy się w drogę? Przejdziemy gwiezdnym powozem?
Narobimy w kosmosie szumu, w niebie wprowadzimy troszkę nieładu, zwiedzimy galaktykę całą?.

Po tej podróży,
Zostaniemy Piratami SERC!
a naszym największym Skarbem będzie,
uczucie.

0 komentarze: