Ballada o filologach.
Użem nam się zebrało, by biesiadzić się przy stole, wspólnie śpiewać, wspólnie słuchać i raczyć się alkoholem.
My żem szlachta, my studenty, my lubiem takie pogawędy.
Schadzka na pół do dziewiąta zamówiona, czeka moja hanza rozbawiona.
Są damy, są panowie, o wszystkich ta ballada dziś opowie.
Szukając wolnej karczmy, wlokąc się po szlaku, szukając ciepła i uśmiechu, trafilim na zajazd Piwnicą zwany.
Gdy rozmowa się rozgrzała i dysputa szykowała, bard począł stroić strunę i ozwał się głosem pełnym dumy.
Ja wam balladę dziś opowiem, o nieszczęśliwej wojnie, wy uże usłyszycie, lecz wpierw zapłacić mi musicie.
Płacić tej prostackiej bardzinie? Piwo dokończym i pójdziem daleko- rzekło nam się wspólnie.
Ja żem na konia wskoczył, wściekłością gnany, kolejnej karczmy szukałem wartej wzmiany.
Znalazł się zajazd, całkiem przyjemny, Przystankiem nazwany, zostawiłem w nim brata rodzonego a i sąsiada też mego, by wadzić nie musieli, gdym powracał spowrotem.
Do Piwnicy znów wróciłem, i ballady me uszy posłyszały- kończ Waść wstydu se oszczędź pomyślałem.
Juże ktoś z hanzy naszej rzec począł głośno- my Ci damy te talary, ale przestań śpiewać proszę, bo zagłuszasz tym skrzypem dysputę wspaniałą.
Bard mocą słów urażony, począł reprymendy udzielać na forum gospody. My powstali, jego słowa jak po kaczce zleciały i z uże słabej gospodziny do następnego zajazdu się udali.
Damę Agnieszkę pod pachę wziąłem i osiodłałem mą klacz polówką zwaną, w siedemnastym i pół roku kwiecie życia uże jest, dobra zwierzyna.
Po bezdrożach Grudziądza galopowałem, i Agnieszkę zagadywałem, uże dama się naśmiała, a i ochoty na alkohol zyskała.
W zajeździe czekał uże już mój bliźniak, brat kochany na współ z sąsiadem, obaj pawie już jak pijani.
Ledwo Agnieszka się przywitała, drzwi otwarły się z hukiem i uśmiechem na twarzy reszta hanzy wkroczyła, podróż im ochoty na alkohol narobiła.
Zaczęły się rozmowy na różne temata, były uśmiechy i tytoniem się raczono.
Adriana dama niesłychana, groszkami i koralami odziana, w rękach pudełko dziwne miała, jak się okazało aparatem zwane, magiczne dam głowę, bo czas i nas zatrzymywało, mój brat i dama Agata co fryzurę zrobiła niemałą, może i na naszego spotkania potrzeby, te same pudełko miała.
Adriana ciągle nas w pudełku zatrzymywała, bo w tym się miłowała, sztuką to nazwała.
Kolejne kufle piwa piło towarzystwo, gdy wtem mój sąsiad Stach nie za dobrze się poczuł a i na sen Morfeusz go ciągnąć poczał.
Wtem Ola wstała, mamą ochrzczona, bo nad każdym piecze trzymała, sprawnie Stacha przed gospodę wyprowadziła, dam głowę że w papę nastrzelała, bo coś lepszy przyszedł a i spanie go nie brało, dobra ta mama co szalem z cekinami się okrywała.
Był i kawaler Arek, student nad studenty, forum uczelni dzielnie podtrzymuje, a i o wizerunek dba należycie, to chwalebne poczynanie.
Druga dama Ola też i była, na współ z Agatą dyskutowała i ramieniem swym Agnieszkę wspierała, za to też jej chwała.
Dama z Giżycka się znalazła, na kwaterze tu mieszkała, a i plotkowała, tytoniem też się raczyła, zuch dziewczyna, powiadała, że wódkę litrami pijała, czym u chłopaków uśmiechy wykonała.
Dysputa na dobre rozgorzała, a i Agnieszka opowiadać swe przygody zaczynała .
Plus za bezpośredniość my jej dali, a i jej towarzystwo miłowali.
Prócz Stacha, wiecznego pijaka, towarzystwo się już zamykało, ot kameralnie, ot wesoło i bardzo śmiało.
Tak nam godziny na hulance spływały, na opowiadaniach, śmiechu i wigorze.
Uże klacz osiodłałem i z dziewczętami, co rusz do domów wyruszałem.
Gospodę już zamknęli, a i podróż do łóżka nas czekała, długa i zuchwała, snu się doczekała.
Po hulankach i swawoli pora znowu do niewoli, mu szlachcie my studenty, końca roku wyczekujemy jak najprędzej.