Koniec świata
Dzień był chłodny i wietrzny, jesień szybko nadeszła. Kolorowe liście tańczyły szargane podmuchami zimnego wiatru. Siedział wtedy w swoim pokoju, patrząc za okno. Cały świat upadał. Widział to. Ulicą jechały samochody, a w nich, jak co dzień ludzie spieszący do pracy. Sąsiadka podlewała kwiaty kołyszące się na wietrze. Dzieci bawiły się w piaskownicy. Jego przyjaciel jak zwykle siedział przed telewizorem i oglądał seriale. W szufladzie czekał rewolwer. Świat upadał, upadały i Anioły, spadały z nieba, trzaskając z gruchotem o ziemię. Ona odeszła, dawno, nawet jej nie zatrzymywał. Wysłał ją do piekła, tak jak inne kobiety. Ona zawsze była dla niego Aniołem… Spoglądając na niebo wypełnione białymi skrzydłami i piórami sięgnął po broń. On nigdy nie strzelał. Przystawił sobie pistolet do głowy, podszedł do mnie. Kiedy Ty to zrobisz Dominik? Nawet nie poczuł jak kula przebija mu czaszkę i pada na ziemię.
Nie wiem- odpowiedziałem już do martwego ciała, choć serce krzyczało co innego. Ja też wysłałem ją do piekła, ona również była Aniołem. Więc tak wygląda koniec świata? Podniosłem rewolwer.


0 komentarze:
Prześlij komentarz