wtorek, 25 września 2007

Białośnieżka(tekst)

Prawdziwa historia Białosnieżki

Jest rok 1936. Nieopodal stolicy kraju Krasnojarskiego położonego nad rzeką Jenisej, znajduje się mała rosyjska wioseczka, przez starszyznę zwaną Białowzgórzem. Jej mieszkańcy powiadają ze zapomniana ona jest przez Matuszkę, a i odgłosy miasta i cywilizacji do niej nie docierają. Zaiste chłopi prowadzą tam spokojne, lecz surowe życie, pracując by utrzymać domy, przekazując ziemie dziada na ojca, słyszeli echa kolektywizacji, podobno, iż jest okrutna, lecz nie obawiają się jej, myślą że przejdzie obok, tak jak zła pogoda czy czasy nieurodzajów. Jak mocno się mylą.

Ojciec Białośnieżki był bogatym i uczciwym rolnikiem, posiadał duże połacie ziemi ciężko pracował na swój dom i rodzinę, więc nie chciał tego nikomu oddawać, tym bardziej oficerom NKWD, którzy zawitali wraz z wojskiem do zapomnianego przez Matuszkę Białowzgórza, po to by upomnieć się o narodową ziemię i żywność, taka była ich praca, nie popuszczali nikomu. Kułak nawet nie poczuł, gdy oficer NKWD strzelił mu w pierś- tak skończyła się walka z kolektywizacją, jedynie świst powietrza wydobywający się z płuc, pozostawił po nim znak.

Wojsko i jednostki NKD wjechały do Białowzgórza o świcie, tych co się sprzeciwiali zabito, resztę rozkułaczono i zapakowano na wozy transportowe, żywności i bydło zarekwirowano. Ohydny, wręcz potworny był wyraz twarzy oficera dowodzącego, który trzymając w ustach niedopałek papierosa spoglądał na listę mieszkańców, to na zabitych i tych przewożonych.

-Brakuje dwóch osób! – Krzyknął – Białośnieżki, córki naszego zmarłego kułaka i Dimy, syna miejscowego Kowla. Znaleźć ich! – Rozkazał.

Gdy tylko Białośnieżka usłyszała pierwsze strzały, mama kazała jej uciekać. Wraz z Dimą trzymając się za dłonie uciekli do znajomego im miejsca. Na wzgórzu nieopodal wioski stał wielki dąb, jego korona była olbrzymia, dziewczynce zawsze kojarzył się z ogromem jaki Matuszka daje temu światu. Dąb ów wyglądał na wiekowy i stał samotnie pośród dużej łąki wyścielonej białymi rumiankami, stąd i nazwa wioski. Na korze drzewa wyryto wielkie serce a w nim dwa inicjały „B” i „D”. To ledwie ciut starszy od dziewczyny syn kowala odważył się na ten gest, to tu niczym bajkowi kochankowie spotykała się para zauroczonych sobą nastolatków. Teraz Białośnieżka wtuliła się mocno w Dimę, oboje leżąc u korzeni wielkiego drzewa płakali, stracili wszystko, obrazy i widok palącej się wioski był najbardziej przykry jaki doznali w życiu, w pamięci pozostały strzały, trupy i krzyki, oraz łzy rodziców.

-prekrasnaja dźewłoćko- przez łzy szeptał Dima głaszcząc ja delikatnie po włosach.

-Ja Tebja nie zostawiu- dodał

Chłopiec kochał ja, na tyle ile pozwalało mu to jego proste serce.

Zasnęli, nękani wspomnieniami i obrazami, tuląc się mocno do siebie. Chcieli uciec, lecz nie mieli gdzie, zostało im tylko to drzewo i wspomnienia, które z nim wiązali.

Obudzili się jednocześnie w oddali słysząc jakieś głosy, ktoś się zbliżał przedzierając się przez piękny dywan kwiatów, ani ona, ani on nie mieli sił by uciekać, a nawet jeżeliby to gdzie? Wszędzie zdradliwe góry i lasy, nie mieli dużych szans na przeżycie. Stracili już wszystko, zaczęło zmierzchać, nad wioską pojawiła się łuna, ich domy, gospodarstwa, dorobek całego życia puszczono z dymem. Gdy z oddali dojrzało ich dwóch komisarzy NKWD, nastoletni Dima przytulił i pocałował po raz ostatni Białosnieżkę, poczym zerwał się i w szale godnym herosa począł biec w kierunku oprawców.

-Nie wybaczę!- Krzyczał, gdy łzy spływały mu po policzkach

-Stajat!- Krzyknęła dziewczyna- Dima stajat!

Krzyki na polanie przerwał huk. Białe rumianki pokryły się czerwonym kolorem. Dima upadł na kolana trzymając się za brzuch, patrzył przed siebie oczami pełnymi przerażania z otwartymi ustami. Nastała cisza, która przerwał kolejny wystrzał. Chłopiec trafiony w głowę padł na ziemię. Niebo zrobiło się krwiste, czerwone rumianki, łuna, pożar, strach, krzyki i beznadzieja, tak w tym miejscu nie było Matuszki. W taki sposób wyglądała kolektywizacja rolnictwa w ZSRR, jej ofiarami padło 8 milionów chłopów.

Białośnieżkę zabrano ze sobą, wcielona ją do gułagu, przymusowego obozu pracy, którego celem była reedukacja przez prace, a w rzeczywistości zmuszanie ludzi do ciężkiej niewolniczej pracy. Piękna i młodą dziewczynkę wysłano na Sybir. To jej rękoma zbudowano Norylsk i transsyberyjską magistralę kolejową. W obozach żyła 14 lat ze zmiennym szczęściem. Tam dowiedziała się, że nie istnieje Matuszka, a nawet i Bóg, bo któż mógł doprowadzić do takich okrucieństw? Udało się jej. Wyszła, podobno rozpoczęła nowe życie i zasłynęła jako aktorka a i w teatrze też występowała. Powiadano o niej „prekrasnaja:”, bo w rzeczywistości taka była. Stała się słynna i dobrze się jej powodziło. Wyszła za mąż, doczekała się dzieci. Lecz co roku wracała do polany z rumiankami i starym dębem, który zawsze witał ją najlepiej jak potrafił, to cieniem, to szumem liści. Stojąc pod ogromnym drzewem wpatrzona w zestarzałe serce, wspominała Dimę i wydarzenia z roku 1936. Zawsze chciała mu powiedzieć, że go kocha, zawsze miała go w sercu. Każdego roku serce wyryte w starym drzewie przyjmowało ciepły pocałunek Białośnieżki, pięknej kobiety, damy nad damami.

Dla jedynej Białośnieżki, jaką znam.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

"Siedząc nad naszym upragnionym morzem, na piaszczystej plaży, patrząc na horyzont i tuląc się do siebie, czując ciepło Twojego ciała, marzyłbym byś była moją dziewczyną, marząc zarówno, byś nigdy nią nie była."

0 komentarze: